SŁOWNIK BIOGRAFICZNY

Żołnierzy 2 Korpusu Polskiego



Drukuj
http://indeks2kp.pl/wp-content/uploads/2020/08/nopic.jpg

Krzysztof Flizak


1932 –
IMIĘ: Krzysztof
NAZWISKO: Flizak
IMIĘ OJCA: Tadeusz
IMIĘ MATKI: Olga
NAZWISKO RODOWE MATKI: Martynowicz
DATA URODZENIA: 1932
MIEJSCE URODZENIA: Równe, Wołyń
DATA ŚMIERCI:
MIEJSCE ŚMIERCI:
MIEJSCE POCHÓWKU:
ŻYCIE PRZED II WOJNĄ ŚWIATOWĄ

Krzysztof Flizak, kapitan Armii Stanów Zjednoczonych w stanie spoczynku, weteran wojny w Korei, urodził się w Równem, na Wołyniu, w sierpniu 1932. Jego ojciec, Tadeusz Flizak, góral z Podobina pod Turbaczem, który służył w Korpusie Ochrony Pogranicza, ożenił się z Wołynianką Olgą Martynowicz. Przeniesiony służbowo do położonych nad Berezyną Dokszyc na Wileńszczyźnie, przed samym wybuchem wojny został mianowany komendantem niewielkiej strażnicy granicznej na południe od Puszczy Hołubickiej.

LOSY W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ (PRZED WSTĄPIENIEM DO ARMII ANDERSA)

Krzysztof miał skończone siedem lat i tornister na plecach, gdy we wrześniu 1939 r., zamiast do szkoły, na wezwanie burmistrza nadgranicznych Dokszyc poszedł z dorosłymi kopać rowy przeciwczołgowe.

Jeszcze zanim aresztowało go NKWD, Tadeusz Flizak zdążył przykazać żonie, by wraz z pierworodnym Krzysiem i o dwa lata młodszą Jolantą udała się na południe, w okolice Horodenki, gdzie duże gospodarstwo miał jego kuzyn ze znanego góralskiego rodu Potaczków. Sierżant Flizak obiecał ich tam odszukać zaraz po planowanej ucieczce. Jego syn z żalem patrzył na szablę, którą wraz z wojskowymi dokumentami ojca pomagał potem ukryć matce w ziemi. Jednak okrucieństwo wojny w pełni dotarło do siedmiolatka dopiero, gdy podczas nakazanej przez ojca podróży na przedmieściach Lwowa na własne oczy ujrzał skutki bombardowania: zabitych ludzi, zniszczone pociągi.

Władysław Potaczek, osadnik legionista, wywodzący się z Podobina, gościnnie przyjął uciekinierów. Niestety, spokój nie trwał długo. W mroźną noc 10 lutego 1940 r. łomotanie kolb wyrwało wszystkich ze snu. Potaczków, wraz z czwórką dzieci, zabrano. Uciekinierów z północnych Kresów, czyli żony sierżanta Flizaka ani jego dzieci, nie było jeszcze na liście osób przeznaczonych do wywózki – wywieziono ich dopiero 2 miesiące później, 13 kwietnia 1940 r.

Podróż trwała sześć tygodni. Częściej stali na bocznicach niż jechali, bo pierwszeństwo miały przecież wojskowe transporty na zachód. Któregoś dnia z górnej półki wagonu, na której musiało zmieścić się piętnaście osób, ośmiolatek przez małe zakratowane okienko zobaczył cebulaste kopuły moskiewskich cerkwi. Innym razem dowiedział się od starszych współtowarzyszy niedoli, że ich pociąg właśnie przekroczył granicę między Azją a Europą.

Mężczyzn skierowano do wyrębu lasu. Krzysztof miał pilnować, żeby spławiane Tawdą drewno nie tworzyło zatorów. Niezbyt bezpieczne zajęcie, ale z czasem nabrał zręczności w przeskakiwaniu z pnia na pień i operowaniu długim kijem. Olga Flizakowa szyła ubrania dla miejscowych. Zimą Krzysztof zapadł na szkarlatynę. Wysoka gorączka, szpital. Wyszedł z tego, lecz choroba mocno go osłabiła. Na tydzień przed pierwszą rocznicą ich wywózki Hitler złamał pakt. Kapitan Flizak wspomina, że wojna niedawnych sojuszników stała się dla zesłańców źródłem wielkiej nadziei.

Ponieważ żona komendanta „posiołka” (osiedla), w którym przebywali, była bardzo zadowolona z kreacji szytych na singerze, komendant przymknął oko na uprawiany przez zesłankę zagon ziemniaków. Znów trzeba było nosić ciężkie worki na targ, ale dzięki temu dało się uskładać trochę pieniędzy, bez których nie byłoby mowy o podróży na południe, gdzie generał Władysław Anders zaczynał organizować polskie wojsko.

Krzysztof Flizak spędził na terytorium Rosji Sowieckiej niespełna dwa lata. Nieco dłużej – bo dwa i pół roku – pod sowiecką władzą. Upływ czasu i mnogość późniejszych wrażeń nie zatarły jednak wyrazistych wspomnień z tamtego czasu. Barki na Amu-darii ciągnięte przez kołowy parostatek, grzebanie zmarłych na pustyni Kara-kum, dziesiątkowani przez tyfus brzuszny i plamisty oraz dyzenterię, czyli czerwonkę, polscy żołnierze na ulicach osiedla Kermine w Uzbekistanie (dziś Nawoi) – te obrazy wciąż z wielką siłą oddziałują na emocje, choć odznaczony za waleczność i odwagę żołnierz 187 Samodzielnego Pułku Szturmowo-Desantowego Armii USA, ranny w wojnie koreańskiej Christopher Flizak od zawsze starał się żyć teraźniejszością.

PRZEBIEG SŁUŻBY W ARMII ANDERSA

Sowiecka część odysei rodziny Flizaków dobiegła końca wraz z ewakuacją do Persji. Jako pierwsze ewakuowały się z Rosji matka i siostra Krzysztofa. On sam, mimo że niespełna dziesięciolatek, został skierowany do tworzonych właśnie kompanii młodzieżowych 2 Korpusu.

„Musiałem dodać sobie dwa lata. Przy mojej posturze pewnie niełatwo było w to uwierzyć, ale kpt. Sarnowski, znajomy ojca sprzed wojny, nie robił mi trudności. Wszystkim szło przecież o to, żeby jak najwięcej dzieci, młodzieży, cywilów mogło wyrwać się z Rosji. Bo Anders, w przeciwieństwie do Sikorskiego, znał Sowietów i nie ufał im ani za grosz.”

Ewakuacją Polaków przez Morze Kaspijskie do Persji kierował w Krasnowodzku ówczesny ppłk Zygmunt Berling. W marcu 1942 r. na pokładzie statku transportowego „Mołotow” syn sierżanta Flizaka dotarł do Pahlevi.

Wielkanoc spędził już w Iranie. W pamięć wryli mu się Persowie sprzedający daktyle, rodzynki i zachwalane po rosyjsku jaja na twardo. Pamięta też obozy przejściowe, namiot dezynfekcyjny i brytyjskie mundury wojskowe przeznaczone do tropików: bluzy z krótkim rękawami, bermudy, korkowe hełmy. I zakwaterowanie w hangarach teherańskiego lotniska.

Ojciec, cudownie odnaleziony, dotarł z Rosji do Iranu ostatnim transportem, ale w warunkach wojennych rodzina znów na długo straciła ze sobą kontakt. Jeszcze parę razy syn musiał szukać ojca. A także matki i siostry.

Czerwonka dopadła dziesięciolatka w irackiej Habbaniyi. Nie bał się – jak dziś rekonstruuje swoją ówczesną świadomość – samej śmierci, tylko pochówku w nieznanym dla bliskich miejscu na pustyni i tego, że jego ciałem zajmą się potem szakale. Ale najbardziej obawiał się ciemnego, brodatego diabła w turbanie, który często pochylał się nad chorym. Przerażenie w oczach chłopca musiało być dość czytelne, bo pewnego dnia pojawił się polski oficer, który wytłumaczył mu, że to nie diabeł, lecz brytyjski lekarz wojskowy, członek sikhijskiej wspólnoty religijnej, który naprawdę próbuje go wyleczyć. Dzięki tym wyjaśnieniom Flizak junior pokonał strach i chorobę, a brodaty Sikh woził go potem swym zielonym motocyklem po pustyni, pomagając w kolejnych poszukiwaniach ojca. W rok później w Palestynie najmłodszy żołnierz 2 Korpusu Polskiego został uczniem Junackiej Szkoły Kadetów.

LOSY POWOJENNE

Szkoły wojskowe w 1947 r. przeniesiono z egipskiego Port-Saidu do Anglii. Piętnastoletni Krzysztof odnalazł najpierw ojca, potem, przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż, matkę i siostrę, które dalszą część wojny spędziły w Ugandzie. Po maturze zdał konkursowy egzamin na uniwersytet, ale studia inżynierskie go nie pociągały. Gdy w kwietniu 1951 r., po zejściu z pokładu „Queen Mary”, dziewiętnastoletni polski ekskadet stanął przed funkcjonariuszem US Immigration Office, miał ze sobą dwie walizki książek oraz siedem dolarów w kieszeni.

„I myślisz, że zawojujesz z tym Amerykę?” – spytał go urzędnik.
„Sir, you shall see! Pan się przekona” – padła krótka odpowiedź.

POSIADANE ODZNACZENIA
MIEJSCE ZAMIESZKANIA PO WOJNIE
INNE INFORMACJE (NP DOTYCZĄCE RODZINY, ITP)
ŹRÓDŁO DANYCH BIOGRAFICZNYCH

Źródło: „Tygodnik Solidarność” nr 38 (18 września 2008), Waldemar Żyszkiewicz.

SKANY / FOTOGRAFIE
OPIS ZAŁĄCZONYCH MATERIAŁÓW


AllEscortAllEscort